trwa inicjalizacja, prosze czekac...forum Medyczne

środa, 24 sierpnia 2011

Kurt

Dzień.
Brutalne światło wdarło się pod jego powieki. Bóg(czy w cokolwiek tam wierzył) mu świadkiem, że poranki wyzwalały z nim raczej negatywne emocje. Trzeba wstać, zrobić kawę, zjeść śniadanie, poszukać pracy. Na domiar złego, tej nocy miał dziwaczne sny, gonił człowieka, którego w ogóle nie znał, by w końcu dopaść go w samotnej, ciasnej i ciemnej uliczce i zarzucić metalową garotę na szyję. Pamiętał tylko niektóre szczegóły, na pewno padał wtedy deszcz. Na pewno nie działo się to w jego mieście. Bardziej przypominało to Rzym, albo Wenecję. Ciało zniknęło w rynsztoku. Wszystko było tak cholernie realistyczne! Nawet szczęk miażdżonego kręgosłupa i zapach krwi na rękach były jakoś podejrzanie znajome. Otworzył oczy, w nadziei, że światło nowego dnia nie przyprawi go znów o zawroty głowy, jak stało się ostatnio. Rozejrzał się nieprzytomnie po pokoju, stara lampa leżała na ziemi, okno było otwarte. Tłuste zielone ściany wydawały się być jeszcze brudniejsze niż zwykle. Mieszkanie powoli zamieniało się w ruinę, być może czas wreszcie znaleźć dziewczynę- pomyślał, po czym uśmiechnął się sam do siebie. Ostanie kilka tygodni spędził ze swoją przyjaciółką nad morzem i choć nie był to wypad pierwsza klasa all inclusive, nie żałował ani jednego dnia spędzonego z Monicą- po raz pierwszy od kilku lat przekonał się wtedy, że w gruncie rzeczy kobiety wcale nie są czystym złem i czasami na prawdę ceni się ich pomoc. Rzucając okiem na mieszkanie- Monica byłaby tu niezbędna. Przetarł oczy zmęczonymi rękami, jakiś śpioch przylepił się do palca.
O kurwa!- wrzasnąłby, gdyby tylko mógł mówić. Na jego rękach była krew. Dużo krwi. Pościel też była nią całą ubazgrana. Czy to dalej sen?!- pomyślał przez chwilę. Na widok tej masakry coś nieprzyjemnie zawibrowało w żołądku, pobiegł do toalety, pocąc się jak mysz, po drodze staranował wieszak na płaszcze i kopnął w szafkę nocną; w zawrotnym tempie schylił się nad kiblem i puścił soczystego pawia. Gardło szczypało jak jasna cholera. Niepewnie podniósł głowę i spojrzał w lustro. Cała twarz była umorusana bordową, zaschniętą juchą. Od razu poszedł kolejny paw... Chwila wizualnego spokoju. W środku jednak myśli latały jak oszalałe. Jak?! Gdzie?! Kiedy?! Nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań, wiedział tylko, że wydarzenia z ostatniej nocy bynajmniej nie były snem. A co, jeśli zaraz tu wejdzie policja?! Na pewno znaleźli zwłoki, zidentyfikowali odciski palców!
Złapał się za głowę i zaczął dreptać po łazience nerwowym krokiem. Zupełnie przypadkiem wyrwał z głowy kilka włosów. Mieszkanie, choć w totalnej rozsypce wydawało się obserwować poczynania właściciela ze stoickim spokojem, który przystoi tylko trzystuletniej kamienicy. Szybko umył ręce, wziął prysznic, zakrwawioną pościel wrzucił do prania. W międzyczasie wypił chyba z litr zimnego mleka, które powoli przeżywało kryzys wieku średniego, nie mógł pozwolić sobie na luksus w postaci kubka kawy, potrzebował czegoś zimnego- już.
Co się stało zeszłej nocy... nie... nie, nie, nie! Ktoś mnie wrabia, nie zabiłem, to nie ja, niemożliwe!
Spróbował wytężyć pracę swoich zwojów mózgowych, żeby przypomnieć sobie co działo się, zanim we "śnie" zaczął gonić ofiarę. Nic nie mógł sobie jednak przypomnieć. Próbując opanować drżenie rąk, ścisnął je na klatce piersiowej- tak jak kiedyś uczył go terapeuta, gdy czuł się zagrożony. Pan Milestone był bardzo rozsądnym człowiekiem, z pewnością wiedział co robi, gdy wziął pod opiekę Kurta. Był przez kilka lat jego prywatnym psychoterapeutą. Wystąpiła taka konieczność po strasznym "wypadku", którego świadkiem był Kurt. W wieku 14 lat przyszedł do domu i zastał swoich rodziców wiszących pod sufitem na grubych sznurach, ręce mieli związane z tyłu, matka miała już całkowicie bladą twarz, wyglądała jak porcelanowa laleczka. Ze swoimi ślicznymi, połyskującymi oczętami koloru indygo i różem na policzkach. Ojciec jeszcze żył, okazało się, że ma bardzo mocne mięśnie szyi, w końcu pracował na budowie od kiedy tylko Kurt pamiętał. Gdy tylko zobaczył swojego synka, zaczął miotać nogami na wszystkie strony, próbował też wykrztusić jakieś słowo, prawdopodobnie "Uciekaj", zważywszy na to, co działo się potem. Przez nerwowe miotanie się na linie, zanim Kurt w ogóle zdążył zareagować- ojciec skręcił sobie kark, co objawiło się nagłym niespodziewanym zwiotczeniem ciała, głuchym pstryknięciem kręgosłupa i potokiem krwi wylatującym z jego nosa na zafoliowaną podłogę. Kurt poczuł wtedy coś dziwnego i zarazem makabrycznego- jego gardło doznało nerwowego skurczu, który uniemożliwił mu komunikację werbalną ze światem w przyszłości. Zaraz potem dało się słyszeć krzyk z pokoju obok i kroki kilku mężczyzn przemierzających salon, Kurt stał jak wryty. Po chwili do salonu na czworaka weszła ciocia Lucy, była cała ubazgrana krwią, a na szyi, podobnie jak rodzice, miała grubą linę, która ciągnęła się aż do salonu.
- Kurt, uciekaj skarbie- to były jedyne słowa, które zdołała wykrztusić zanim jakiś chory mechanizm zaczął ciągnąć linę do salonu, powalając ciocię Lucy na plecy i wprowadzając jej ciało w dzikie, na pewno bolesne konwulsje.Gdy ciocia zniknęła za drzwiami, ciągnięta przez linę, Kurt uciekł. Przestał chodzić do szkoły, zamieszkał ze starszym bratem w ciasnej kawalerce na przedmieściach. Przez miesiące w ogóle nie wychodził z domu. Pogrzeb rodziców się nie odbył. Dom, tuż po incydencie został przez oprawców podpalony. Nikt nie wiedział kto za tym wszystkim stoi, oraz jaki miał interes w wymordowaniu jego rodziny, Kurt nie przysięgał sobie żadnej zemsty, jak to robią ludzie z filmów, którzy przeżywają jakąś traumę. Chciał po prostu normalnie żyć, zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w jego przeszłym życiu.
CDN.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz