trwa inicjalizacja, prosze czekac...forum Medyczne

piątek, 28 października 2011

Trudny chłopiec

Ptaki poderwały się do lotu, moje serce na chwilę zamarło. Czy gdy ptaki spadną, moje serce wzleci?- pomyślałem instynktownie łącząc mdłe i nietrzeźwe myśli, Są dni lepsze, gdy dystans przychodzi sam, są też dni średnie, gdy muszę szukać tej swojej przestrzeni; są też niestety te złe, złe dni. Dni, w których krytyka nabiera mocy obelgi, a sukces jest jedynie obietnicą rzuconą przez nieodpowiedzialne dziecko na wiatr. Nie istnieje możliwość racjonalnego opisania dzisiejszego stanu rzeczy, ale i tak spróbuję.
W słuchawkach leciała solówka z "Hysterii" Muse'a, mam to gdzieś, co o niej myślisz- dla mnie jest magiczna. Przez głowę, niczym nieuchronna fala przypływu przelewała się gorycz i mgliste wyobrażenie, że jestem wyjątkowym, trudnym chłopcem. Nie mężczyzną- chłopiec to odpowiednie określenie. Chcę się z kimś podzielić tym, jak się dzisiaj czuję, wieczorem zadzwonię do mamy. Co się, do cholery, dzieje?! Wszystko jest niby ok, ale coś nie daje mi spokoju, sny już mnie nie dziwią, wszystkie są jak najbardziej wytłumaczalne.
Siedząc na przystanku w gronie ćwierkających wesoło dziewczyn z mojego kierunku, patrząc w ich wygłodniałe oczy, stwierdziłem, że za czymś, lub za kimś tęsknię, strasznie tęsknię.
Dzisiaj nie będę waszym Gumisiem, nie. Nawet Jej głos w telefonie nie był w stanie mnie uspokoić. Potem przyszedł czas na powrót do domu, chcę to zrobić w samotności.
"Sorry, drogie panie, z pełnym żalem stwierdzam, że jadę już, muszę coś załatwić, miłego weekendu!"
Tym razem bez buziaków ani żadnego przytulania- pomyślałem, wsiadłem do tramwaju. W oczach jednej z nich dostrzegłem cień zrozumienia, jakby wiedziała, co dokładnie teraz czuję, jakby potrafiła mi pomóc- właśnie z nią mógłbym dzisiaj wracać, zapamiętam- jest warta uwagi!
Wiem doskonale, co czeka mnie po korepetycjach(jakoś trzeba zarobić na czynsz)- powrót do hałaśliwego trybu życia mojej blond piękności tylko na wyłączność. Mojej. Nie udaję żadnego męczennika, w gruncie rzeczy wcale mi się dobrze układa. Po prostu gorszy dzień- jak to mawiamy:
Raz na wozie, raz pod wozem; raz pod ziemią.

piątek, 7 października 2011

Bezwględnie nieobecny

Przeniosłem się cały do nowego świata, zabrałem spory bagaż wspomnień i doświadczeń, nie wiadomo, kiedy mi się przyda. Przepędzam mgłę, która osnuwa ten niepewny, ulotny sen o dorosłości. Anioł powrócił, jej skrzydła wydają się jeszcze bielsze, niż dawniej, jej oblicze znacznie bladsze i przeorane rysami życia. Nie błysnęła blaskiem w chwili naszego spotkania, nie było żadnych fajerwerków, nie było wina, czerwonych płatków róż ani srebrnego księżyca na niebie. Nie było w tym nic nieziemskiego, oprócz nas. Na kilka chwil niebo rozłożyło dla nas swoje ramiona a gwiazdy zaczęły skakać po nim jak szalone. Poza tym, że życie jest cięższe i na pewno wymaga stukrotnego zastanowienia przed każdą podjętą decyzję, wszystko idzie swoim jednostajnym, pewnym i niezmiennym torem. Niektóre rzeczy stoją, jak pociąg na stacji, prawie gotowe na odjazd, tylko czekają jeszcze na ostatni przegląd techniczny, przed swoją długą drogą. Cała reszta mozolnie zmierza pod górkę, albo zatacza krąg i wraca na dworzec(tak, porażki też się zdarzają). Uwolniłem się od kilku spraw, które w dawnym miejscu zamieszkania nie dałyby mi spokojnie myśleć, ale teraz, kiedy jestem tak daleko od niektórych źródełek bólu i troski- wszystko nabiera sensu. Przy pisaniu symfonii ważne jest, aby ostatnia nuta, bez względu na wartość zamykała takt, wtedy(oczywiście biorąc pod uwagę odpowiednią wysokość i brzmienie dźwięków) wszystko składa się w spójną całość. Tworzę w C, lub czasami w E, żeby było prościej dobrać skalę. Czasami w życiu rezygnujemy z wysokiego C, bo zbyt trudne jest w nim ułożenie systematycznej skali, a potem odegranie jej. Kiedy tylko mogę, celuję wysoko, czasami piano, czasami forte, czasami staccato, czasami dzikie crescendo- takie jest życie. Raz szesnastki, raz całości. Jestem bezwzględnie nieobecny i zarazem skrajnie będący.