(...) I po chwili mogłem poczuć się cudownie nagi, jakiś ciepły koloid omywał całe moje ciało, oczyszczał z rozterek i zmartwień. Czyżbym znalazł równowagę?- pomyślałem, ale w tej samej chwili w mojej głowie odezwał się głos Lucyfera- to dopiero początek- rzekł. Więc płynąłem dalej. Właściwie nie płynąłem, unosiłem się biernie w tym gęstym, ciepłym i przyjemnym, czerwonym czymś. Nagle widzę ją- kobietę z białej tarczy, jest ubrana w biały fartuch, ma zamknięte oczy, ale wydaje się uśmiechać do mnie. Od razu ją rozpoznałem, ona świeci najjaśniej. Obok niej przepłynęło swobodnie kilka osób.
- Poznajesz, prawda?- spytał w myślach Lucyfer- To ona dała Ci możliwości i zarazem ograniczenia, jak zawsze dumna i wesoła.
Podpłynąłem bliżej, chwyciłem kobietę-lwa za rękę i schyliłem się całując jej maleńki sygnet na serdecznym palcu, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Banan na buzi nie znikał, nawet gdy już puściłem jej rękę, kilka metrów dalej zobaczyłem kolejną odsłonę tarczy. Tym razem z czerwonej. Była skulona w pozycji embrionalnej, przepełniona rozkoszą i ciepłem, naga i cudowna, jak dziewiczy kwiat lilii. Uśmiech również gościł na jej śnieżnobiałej twarzy. Jej palce błądziły swobodnie po nagim ciele, jakby sama próbowała się przytulić. Nie spieszyło mi się do niej, ale jakiś prąd popychał mnie w jej kierunku, widziałem ją coraz wyraźniej, rozpuszczone włosy, długie rzęsy i mleczną skórę na odsłoniętej szyi. W końcu znalazłem się w jej ramionach, tak usypiających i spokojnych, tak pewnych i stałych, a zarazem tak delikatnych. Bardzo mnie kusiło, żeby popływać z nią jeszcze, zwłaszcza, że założyła swoją najlepszą pułapkę- otworzyła oczy i wpatrywała się w moje, dopóki cały nie zesztywniałem z podniecenia. Jednak czas naglił... CDN
Tworzę tego bloga pod wpływem nagłego impulsu, bardzo ważna w moim życiu osoba zapoczątkowała we mnie kaskadę emocji i zdarzeń, czego rezultatem jest właśnie ten projekt.
poniedziałek, 28 marca 2011
niedziela, 27 marca 2011
Równowaga
Szukam równowagi. Może jest pod łóżkiem? Nieee... to by było zbyt prozaiczne. Może pod wieczkiem od dżemu? Też nie. Wyjdę z siebie i poszukam jej po drugiej stronie. Mijam Toma Hanksa, mówię mu "dzień dobry", w końcu to szanowany aktor starszy i wiekiem i stażem.
- Przepraszam pana, nie orientuje się pan, gdzie znaleźć równowagę w tym wszystkim?- pytam spokojnie, chyląc czoło.
- Mama zawsze mi mówiła, że życie jest, jak pudełko czekoladek...- cytuje Tom. Poszedłem dalej, bo znam tę formułkę na pamięć. Na ziemi siedział stary znajomy- Lucyfer. Uśmiechnął się do mnie i wskazał miejsce obok siebie, abym się przysiadł. Zrobiłem, co musiałem, z Lucyferem nie wygram.
- Oj mały, mały... Znowu się widzimy.- Uśmieszek na jego twarzy jest bardzo kojący- Czego tu szukasz, co Cię skłoniło do tak radykalnych kroków?- Zapytał troskliwie
- Sam nie wiem, byłem tam, teraz jestem tu- odpowiedziałem- Szukam równowagi...
- Równowagi? To rzecz Twoja, masz ją w środku mój drogi. Wystarczy ją wydobyć na zewnątrz- wyjaśnił z uśmiechem- zaraz Ci pokarzę, jak to działa.- powiedziawszy to, wbił swoją rękę gdzieś w moje eteryczne ciało i wyciągnął mały, ale piękny szmaragd.
- To Twoje serce. Widzisz, co jest w środku?- wskazał palcem czerwoną toń, zauważyłem, że w środku pływają tarcze z obrazkami i przeróżnymi inicjałami, było tego naprawdę dużo, tylko trzy z nich wydawały się jakieś bardziej jaskrawe, jedna była niebieska i miała na sobie wizerunek smukłej i futrzastej fretki, druga czerwona, połyskująca z inicjałami KF, trzecia, najjaśniejsza, biała z lwem. Lucyfer spojrzał na mnie znacząco, jakby teraz czekał, aż coś zrobię... Wszedłem do szmaragdu... CDN
- Przepraszam pana, nie orientuje się pan, gdzie znaleźć równowagę w tym wszystkim?- pytam spokojnie, chyląc czoło.
- Mama zawsze mi mówiła, że życie jest, jak pudełko czekoladek...- cytuje Tom. Poszedłem dalej, bo znam tę formułkę na pamięć. Na ziemi siedział stary znajomy- Lucyfer. Uśmiechnął się do mnie i wskazał miejsce obok siebie, abym się przysiadł. Zrobiłem, co musiałem, z Lucyferem nie wygram.
- Oj mały, mały... Znowu się widzimy.- Uśmieszek na jego twarzy jest bardzo kojący- Czego tu szukasz, co Cię skłoniło do tak radykalnych kroków?- Zapytał troskliwie
- Sam nie wiem, byłem tam, teraz jestem tu- odpowiedziałem- Szukam równowagi...
- Równowagi? To rzecz Twoja, masz ją w środku mój drogi. Wystarczy ją wydobyć na zewnątrz- wyjaśnił z uśmiechem- zaraz Ci pokarzę, jak to działa.- powiedziawszy to, wbił swoją rękę gdzieś w moje eteryczne ciało i wyciągnął mały, ale piękny szmaragd.
- To Twoje serce. Widzisz, co jest w środku?- wskazał palcem czerwoną toń, zauważyłem, że w środku pływają tarcze z obrazkami i przeróżnymi inicjałami, było tego naprawdę dużo, tylko trzy z nich wydawały się jakieś bardziej jaskrawe, jedna była niebieska i miała na sobie wizerunek smukłej i futrzastej fretki, druga czerwona, połyskująca z inicjałami KF, trzecia, najjaśniejsza, biała z lwem. Lucyfer spojrzał na mnie znacząco, jakby teraz czekał, aż coś zrobię... Wszedłem do szmaragdu... CDN
sobota, 26 marca 2011
Erotyczna rozgwiazda
Dzisiaj mogę śmiało stwierdzić, że stałem się hardcore'owym biologiem, wzorem do naśladowania dla młodych laboratoryjnych onanistek. O tak, mała, właśnie tak... Teraz przewróć na stronę 154 i przeczytaj mi na głos... Nóżki ambulakralne u rozgwiazd są takie... podniecające, prawda? Do każdego pęcherzyka wlewa się woda. Pęcznieją, wychodzą nieco na zewnątrz...
Litości... Jak tu poważnie myśleć o studiach medycznych?:D
Litości... Jak tu poważnie myśleć o studiach medycznych?:D
poniedziałek, 21 marca 2011
Sznury
Zaplątany we własne sznurówki potykałem się co krok, każdy kolejny ruch krępował mnie jeszcze bardziej, z każdej strony dochodziły kolejne sznureczki, niektóre zaciskały się na rękach, blokując możliwość obrony, niektóre, cieniutkie, ciasno na szyi, inne, grubsze- na brzuchu. Powinienem stanąć, uspokoić się, ale cel był tak blisko... Byłem jak pies. Dostrzegłem tylko na horyzoncie ruchliwe stworzonko, zaraz zacząłem je gonić, nie liczyła się droga, którą muszę przebyć. Padam na ziemię, upokorzony, na kilka metrów przed moim celem. Leżę i patrzę na nią wzrokiem pełnym tęsknoty. Wygląda jakby podawała mi rękę, ale coś odciągnęło jej uwagę. Poszła sobie. Znowu sobie poszła. Zawsze wierzę, że jednak zostanie, zrozumie, odetnie te cholerne sznurki. Zawsze odchodzi. Powinienem dać sobie ostro w pysk, za to, że nie uczę się na swoich błędach.
- W co Ty grasz?- spytałaby.
- W życie- odpowiedziałbym bez wahania- w życie z Tobą- dodałbym po sekundzie, widząc jej szeroko otwarte oczy. Zapaliłyby się świeczki, leglibyśmy przytuleni do siebie, tylko po to, abym mógł jeszcze chwilę nacieszyć się złudzeniem. Leżę jeszcze chwilę na ziemi, sznurki dalej zaciśnięte na całym moim ciele. Podbiega mój Anioł, choć nie tak anielski, jak kiedyś, choć bardziej ziemski i bardziej wyraźny, podbiega nieświadoma tego co się właśnie stało, patrzy mi w oczy, jest przestraszona. Chcę jej powiedzieć, że to koniec- ale ona nigdy nie odchodzi. Zawsze wraca, robi ziemskie głupstwa, ale potrafi odnaleźć w tym wszystkim sens i radość. Cieszy się, jak dziecko, za każdym razem, gdy mnie widzi. Nagle czuję, że mogę rozerwać te wszystkie sznury, co robię niezwłocznie. Zostały tylko szramy na skórze, ale może one przypomną mi o sobie, gdy po raz kolejny zacznę gonić.
- W co Ty grasz?- spytałaby.
- W życie- odpowiedziałbym bez wahania- w życie z Tobą- dodałbym po sekundzie, widząc jej szeroko otwarte oczy. Zapaliłyby się świeczki, leglibyśmy przytuleni do siebie, tylko po to, abym mógł jeszcze chwilę nacieszyć się złudzeniem. Leżę jeszcze chwilę na ziemi, sznurki dalej zaciśnięte na całym moim ciele. Podbiega mój Anioł, choć nie tak anielski, jak kiedyś, choć bardziej ziemski i bardziej wyraźny, podbiega nieświadoma tego co się właśnie stało, patrzy mi w oczy, jest przestraszona. Chcę jej powiedzieć, że to koniec- ale ona nigdy nie odchodzi. Zawsze wraca, robi ziemskie głupstwa, ale potrafi odnaleźć w tym wszystkim sens i radość. Cieszy się, jak dziecko, za każdym razem, gdy mnie widzi. Nagle czuję, że mogę rozerwać te wszystkie sznury, co robię niezwłocznie. Zostały tylko szramy na skórze, ale może one przypomną mi o sobie, gdy po raz kolejny zacznę gonić.
piątek, 4 marca 2011
Faust Inside
Syndrom niespełnionego naukowca powoli zaczyna mnie już drażnić. Zastanawianie się zabija mnie, zastanawianie się, analizowanie i przemyślenia zajmują zbyt dużo czasu i wstrzymują działanie. Chcę nareszcie działać. Chcę zajrzeć w głąb siebie i wydobyć to, co najcenniejsze, pokazać światu oślepiający błysk potencjału, który we mnie drzemie! Czekanie wydaje się nie mieć końca. Żeby działać, potrzebuję pewnych materiałów. Wiem, że niedługo je posiądę, już niedługo. Nerwy sięgają zenitu- kiedy wreszcie!? Już mam dosyć czekania! Chcę przeć do przodu, niczym taran przebijać się przez pokłady niepewności, by wreszcie osiągnąć to, co jest mi pisane! Niech przeklęta będzie ta chora stagnacja i monotonia! Chcę wreszcie wybić się ponad wyżyny, spojrzeć słońcu prosto w twarz i wrzasnąć: "Chwilo trwaj! Jesteś piękna!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)