Ptaki poderwały się do lotu, moje serce na chwilę zamarło. Czy gdy ptaki spadną, moje serce wzleci?- pomyślałem instynktownie łącząc mdłe i nietrzeźwe myśli, Są dni lepsze, gdy dystans przychodzi sam, są też dni średnie, gdy muszę szukać tej swojej przestrzeni; są też niestety te złe, złe dni. Dni, w których krytyka nabiera mocy obelgi, a sukces jest jedynie obietnicą rzuconą przez nieodpowiedzialne dziecko na wiatr. Nie istnieje możliwość racjonalnego opisania dzisiejszego stanu rzeczy, ale i tak spróbuję.
W słuchawkach leciała solówka z "Hysterii" Muse'a, mam to gdzieś, co o niej myślisz- dla mnie jest magiczna. Przez głowę, niczym nieuchronna fala przypływu przelewała się gorycz i mgliste wyobrażenie, że jestem wyjątkowym, trudnym chłopcem. Nie mężczyzną- chłopiec to odpowiednie określenie. Chcę się z kimś podzielić tym, jak się dzisiaj czuję, wieczorem zadzwonię do mamy. Co się, do cholery, dzieje?! Wszystko jest niby ok, ale coś nie daje mi spokoju, sny już mnie nie dziwią, wszystkie są jak najbardziej wytłumaczalne.
Siedząc na przystanku w gronie ćwierkających wesoło dziewczyn z mojego kierunku, patrząc w ich wygłodniałe oczy, stwierdziłem, że za czymś, lub za kimś tęsknię, strasznie tęsknię.
Dzisiaj nie będę waszym Gumisiem, nie. Nawet Jej głos w telefonie nie był w stanie mnie uspokoić. Potem przyszedł czas na powrót do domu, chcę to zrobić w samotności.
"Sorry, drogie panie, z pełnym żalem stwierdzam, że jadę już, muszę coś załatwić, miłego weekendu!"
Tym razem bez buziaków ani żadnego przytulania- pomyślałem, wsiadłem do tramwaju. W oczach jednej z nich dostrzegłem cień zrozumienia, jakby wiedziała, co dokładnie teraz czuję, jakby potrafiła mi pomóc- właśnie z nią mógłbym dzisiaj wracać, zapamiętam- jest warta uwagi!
Wiem doskonale, co czeka mnie po korepetycjach(jakoś trzeba zarobić na czynsz)- powrót do hałaśliwego trybu życia mojej blond piękności tylko na wyłączność. Mojej. Nie udaję żadnego męczennika, w gruncie rzeczy wcale mi się dobrze układa. Po prostu gorszy dzień- jak to mawiamy:
Raz na wozie, raz pod wozem; raz pod ziemią.