trwa inicjalizacja, prosze czekac...forum Medyczne

piątek, 6 lutego 2015


Takie życiowe.
Rozwiewam wątpliwości:)

Kurwa, zapomniałem!

Że jest coś takiego jak Expletus Pax, kiepsko strzeżone więzienie dla moich demonów(uuu, groza).

Dobrze tu być z powrotem, znów móc się wyrzygać na ekran rozklekotanymi myślami!

Nie będę opisywał zbyt długo, co się kotłuje w mojej rozczochranej, oraz, jakie to niesamowite przygody leżą za mną na osi czasu; tym razem z pełnym pokory spojrzeniem powiem- udało się, jestem szczęśliwy!
Zawsze wszyscy wokoło mądrze potakiwali i mówili, że szczęście samo Cię znajdzie, że nie trzeba szukać, bo to tylko frustruje. Kurde- kogo to nie dopadło do tej pory, niech szuka, bo czekanie na szczęście jest po prostu wegetacją. Takie gadanie o tyle ma sens, że faktycznie tak jest, potwierdzają to liczne przykłady, a ja jestem kolejnym z nich- szczęście jakoś samo do mnie trafiło. Nie widziałem go na horyzoncie, nie przemówił do mnie tunel z przyszłości, nie czułem, że coś nadchodzi.

Bang!

I nagle siedzę na łóżku i myślę sobie: "Żeby tak było zawsze!"

Może to oksytocyna i endorfiny, gadaj co chcesz- jestem nim zaimpregnowany, a złe słowo spływa po mnie jak woda po kaczce:O

Gitara zostanie dzisiaj zmolestowana:)

sobota, 3 listopada 2012

Czkawka? Co za głupie słowo:)

Ostatnimi czasy za dużo myślę. Na dodatek widząc mój wyraz twarzy- wcale byś tak nie powiedział/a:)
Odbija mi się podnieceniem, które towarzyszyło każdemu spotkaniu z Graźdaczem, odbija mi się wyniosłością i majestatem, jaki odciskał się na mojej twarzy po każdej nocy. Emocjonalna czkawka
przeszłości. Brakuje mi tego wszystkiego strasznie, chciałbym przeprosić, albo coś zrobić, bardzo często się na tym łapię. Chciałbym pisać, dzwonić, gadać godzinami, widzieć zainteresowanie tym co mówię i słuchać tego, co mówi ona. Klasyczny przykład, książkowy wręcz przykład, tego, jak nie powinien myśleć facet.
Czkawka to strasznie głupie słowo, ale znacznie bardziej trafne i zabawne od drgawek pośmiertnych, albo grzmotu po błyskawicy:) Krzysiu, powiedz mi jak mam żyć! Jak sobie z tym radzić, skoro nie była to tylko prozaiczna krótka przygoda, ale długa podróż, którą świadomie zakończyliśmy, w dodatku na szczycie.
Najpierw trzeba chyba zejść na dół. Nie ma żadnych schodów, zapadła noc, pozostaje albo ostrożnie, powolutku schodzić okrężną drogą i trafić nie wiadomo gdzie; albo skoczyć w przepaść i liczyć na miękkie lądowanie. Mógłbym o tym pisać godzinami i rozkminiać bez żadnego rezultatu, marnować czas na myślenie, co, jak już pisałem zdarza mi się ostatnio niebezpiecznie często:D
Jakby się dało, to proszę o silne spoliczkowanie, cobym się ogarnął:)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wedle Woli

Czy jest jakiś plan? Tak, bardzo wyniosły i bardzo złożony. Plan, który zakłada setki potknięć i błędów. Plan, który jest także moim celem życiowym, jakby powiedział ktoś bardzo dla mnie ważny- zrobię to i mogę umierać:) Czy jest coś piękniejszego niż realne marzenia, które powoli się urzeczywistniają? Kiedy widzisz, że każdy krok, uścisk dłoni, każdy ból serca i wypłakana łza zbliża Cię do tego, co nieuniknione?

Ktoś powiedział mi niedawno, żebym nie przestawał wierzyć. Ani na chwilę nie przestałem, a jeśli przestanę kiedykolwiek- niech się wszystko zawali, proszę. Nie szkoda mi czasu na nic, na żadne głupoty, którymi się zajmuję, nawet na pisanie tego posta, czasu mam zanadto wiele.

Przepraszam wszystkich za ból, jaki im sprawiłem, proszę też o wybaczenie, wszystkie osoby, które kiedykolwiek zraniłem albo zaniedbałem naszą relację. Dziękuję za to ludziom, którzy w odpowiedniej chwili potrafili mnie przywrócić do stanu używalności, dziękuję za wyrozumiałość i pomoc w dążeniu do celu.

Jutro to co innego, ważne jest to, co dzieje się teraz, póki potrafimy obserwować i wyciągać wnioski, póty znajdziemy wytłumaczenie na każdy nieprzyjemny posmak w ustach.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Bulwar Męskości

Na bulwarze męskości nie ma wahania się przed podjęciem decyzji. Nie ma tam kobiet, jest tylko temat kobiet. Kto, ile i jak. Myślimy, że jesteśmy dorośli i bardzo, bardzo mężni, czujemy się odpowiedzialni za każdy mały trybik, i ogromną metalową płytę- gdy przychodzi kierownik i pyta z furią w oczach- "co tu się, kurwa narobiło?", wszyscy umywamy ręce. Tak męscy i dzielni.

Na bulwarze męskości zachowujemy się jak małpy, jeśli samiec samcowi wadzi- samiec samca bije. Neandertalizm- oto nasza filozofia. Nie ma umiaru, a przynajmniej nikt jeszcze do tej pory nie oznaczył granicy tych wszystkich wygłupów. Czasem ktoś dostanie po ryju, zaraz potem obu delikwentów można znaleźć palących razem fajkę, zaraz za drzwiami hali. Czy upodabniam się do otoczenia? Właściwie czuję się tam dosyć znajomo. Wiem, że jeśli ktoś mi zajdzie za skórę- mam prawo go poobijać. Wiem, że działa też to w drugą stronę.

Na bulwar męskości dzielnie wstaję o 4.20 nad ranem, nie obijam się przez 10 godzin, tylko nadwyrężam, co się da, żeby wyrobić normę. Jestem w paczce, w której ciągle są jakieś przepychanki- dzisiaj miałem swoją pierwszą bójkę z miejscowym cwaniaczkiem. Dołączyłem właśnie do tej grupy, ponieważ pracują najszybciej, naprawdę dajemy z siebie wszystko. Dlaczego? Żeby pozbyć się agresji, która tak bardzo nam przeszkadza na codzień? Możliwe, możliwe. O 17 wracam do domu, jestem spokojny i potulny jak baranek, mam ochotę na dużo miłości, przytulania, całowania i wierszyków.

Bulwar męskości- robi z nas mężczyzn, czy wyczulone i wrażliwe ciotki?

Nie wiem, czuję się jak placek smażony zbyt długo na tym samym oleju, mam ochotę zasnąć i wstać dopiero jutro o 4.20, żeby zdążyć na Bulwar męskości.

piątek, 28 października 2011

Trudny chłopiec

Ptaki poderwały się do lotu, moje serce na chwilę zamarło. Czy gdy ptaki spadną, moje serce wzleci?- pomyślałem instynktownie łącząc mdłe i nietrzeźwe myśli, Są dni lepsze, gdy dystans przychodzi sam, są też dni średnie, gdy muszę szukać tej swojej przestrzeni; są też niestety te złe, złe dni. Dni, w których krytyka nabiera mocy obelgi, a sukces jest jedynie obietnicą rzuconą przez nieodpowiedzialne dziecko na wiatr. Nie istnieje możliwość racjonalnego opisania dzisiejszego stanu rzeczy, ale i tak spróbuję.
W słuchawkach leciała solówka z "Hysterii" Muse'a, mam to gdzieś, co o niej myślisz- dla mnie jest magiczna. Przez głowę, niczym nieuchronna fala przypływu przelewała się gorycz i mgliste wyobrażenie, że jestem wyjątkowym, trudnym chłopcem. Nie mężczyzną- chłopiec to odpowiednie określenie. Chcę się z kimś podzielić tym, jak się dzisiaj czuję, wieczorem zadzwonię do mamy. Co się, do cholery, dzieje?! Wszystko jest niby ok, ale coś nie daje mi spokoju, sny już mnie nie dziwią, wszystkie są jak najbardziej wytłumaczalne.
Siedząc na przystanku w gronie ćwierkających wesoło dziewczyn z mojego kierunku, patrząc w ich wygłodniałe oczy, stwierdziłem, że za czymś, lub za kimś tęsknię, strasznie tęsknię.
Dzisiaj nie będę waszym Gumisiem, nie. Nawet Jej głos w telefonie nie był w stanie mnie uspokoić. Potem przyszedł czas na powrót do domu, chcę to zrobić w samotności.
"Sorry, drogie panie, z pełnym żalem stwierdzam, że jadę już, muszę coś załatwić, miłego weekendu!"
Tym razem bez buziaków ani żadnego przytulania- pomyślałem, wsiadłem do tramwaju. W oczach jednej z nich dostrzegłem cień zrozumienia, jakby wiedziała, co dokładnie teraz czuję, jakby potrafiła mi pomóc- właśnie z nią mógłbym dzisiaj wracać, zapamiętam- jest warta uwagi!
Wiem doskonale, co czeka mnie po korepetycjach(jakoś trzeba zarobić na czynsz)- powrót do hałaśliwego trybu życia mojej blond piękności tylko na wyłączność. Mojej. Nie udaję żadnego męczennika, w gruncie rzeczy wcale mi się dobrze układa. Po prostu gorszy dzień- jak to mawiamy:
Raz na wozie, raz pod wozem; raz pod ziemią.

piątek, 7 października 2011

Bezwględnie nieobecny

Przeniosłem się cały do nowego świata, zabrałem spory bagaż wspomnień i doświadczeń, nie wiadomo, kiedy mi się przyda. Przepędzam mgłę, która osnuwa ten niepewny, ulotny sen o dorosłości. Anioł powrócił, jej skrzydła wydają się jeszcze bielsze, niż dawniej, jej oblicze znacznie bladsze i przeorane rysami życia. Nie błysnęła blaskiem w chwili naszego spotkania, nie było żadnych fajerwerków, nie było wina, czerwonych płatków róż ani srebrnego księżyca na niebie. Nie było w tym nic nieziemskiego, oprócz nas. Na kilka chwil niebo rozłożyło dla nas swoje ramiona a gwiazdy zaczęły skakać po nim jak szalone. Poza tym, że życie jest cięższe i na pewno wymaga stukrotnego zastanowienia przed każdą podjętą decyzję, wszystko idzie swoim jednostajnym, pewnym i niezmiennym torem. Niektóre rzeczy stoją, jak pociąg na stacji, prawie gotowe na odjazd, tylko czekają jeszcze na ostatni przegląd techniczny, przed swoją długą drogą. Cała reszta mozolnie zmierza pod górkę, albo zatacza krąg i wraca na dworzec(tak, porażki też się zdarzają). Uwolniłem się od kilku spraw, które w dawnym miejscu zamieszkania nie dałyby mi spokojnie myśleć, ale teraz, kiedy jestem tak daleko od niektórych źródełek bólu i troski- wszystko nabiera sensu. Przy pisaniu symfonii ważne jest, aby ostatnia nuta, bez względu na wartość zamykała takt, wtedy(oczywiście biorąc pod uwagę odpowiednią wysokość i brzmienie dźwięków) wszystko składa się w spójną całość. Tworzę w C, lub czasami w E, żeby było prościej dobrać skalę. Czasami w życiu rezygnujemy z wysokiego C, bo zbyt trudne jest w nim ułożenie systematycznej skali, a potem odegranie jej. Kiedy tylko mogę, celuję wysoko, czasami piano, czasami forte, czasami staccato, czasami dzikie crescendo- takie jest życie. Raz szesnastki, raz całości. Jestem bezwzględnie nieobecny i zarazem skrajnie będący.