W natłoku myśli i zdarzeń czasami bardzo łatwo się pogubić i zupełnie stracić głowę. Piątek 15 kwietnia, dzień jak codzień, zaskakujący, zapełniony po brzegi. Pojechałem do szkoły zobaczyć się z Aniołem, potem odwiedziliśmy kolegę w szpitalu, warunki sanitarne pozostawiały wiele do życzenia, ale żyje. Biega z bandażem na głowie, który czyni go jeszcze bardziej popieprzonym:) Czekamy na autobus, Anioł spotkał swojego starego znajomego, poszła z nim na spacer, ja jadę do domu. W autobusie segreguję myśli- To tylko jej znajomy, nie wmawiaj sobie nic, zazdrość? O co? Wyluzuj. Jestem wyluzowany, dojazd do domu, szybki obiad i wypad na próbę z chłopakami. Na próbie rozkminiamy kilka kawałków, którymi mieliśmy się dzisiaj zająć. Poszło całkiem nieźle, wywrzeszczałem się, zmęczyłem ręce na gitarze, jest super. Niespodziewanie pod koniec próby zaczyna mi się robić baaardzo zimno, chyba coś mnie łapie, albo jestem zmęczony- myślę. Wychodzę z próby trochę wcześniej niż zwykle, żeby jechać do domu i położyć się w ciepłym łóżeczku. Miałem pojechać do Anioła po próbie ale chyba zrozumie, że kiepsko się czuję i możemy to przecież przełożyć. Dzwonię...
- Hej Kotuś, słuchaj trochę kiepsko się czuję, możemy dzisiejsze spotkanie przełożyć?
- Aha, no spoko, na razie- odpowiedziała zbywająco, po czym się rozłączyła.
Wszystko ok, pewnie ma kiepski humor. Zaraz, zaraz... Ooooo Ku***! 15 kwietnia, dzisiaj nasze pół roku!
Zestresowany jak zając na pościgu przesiadam się w autobus w drugą stronę, jadę do niej, czuję się fatalnie. Ty idioto!- krzyczy głos w mojej głowie. Droga na tysiąclecie zajęła ok. 20 minut, wybiegam z autobusu, idę do niej. Przywitała mnie zimnym "Hej, wejdziesz?" z obojętnym wyrazem na twarzy. Jasne, że wszedłem, przez resztę wieczoru próbowałem jej wytłumaczyć, że po prostu kiepsko się czułem i to przez to wypadło mi to w ogóle z głowy. Przepraaaaszaaaaam(ze słodką minką kota ze Shreka). Powiedziała, co następuje:
- Masz strasznie lekceważące podejście do nas, nienawidzę tego, widocznie to kwestia Twoich priorytetów, ja chyba też będę musiała swoje zmienić, skoro tak to będzie wyglądać, a będzie, znając Ciebie.
W jej zdaniach słychać coraz większą rezygnację, choć sama nic nigdy dla nas nie zorganizowała- była tym wszystkim strasznie zmęczona. No cóż... postaram się więcej Cię nie zawieść:*