trwa inicjalizacja, prosze czekac...forum Medyczne

sobota, 30 kwietnia 2011

Twórczo:)

 Czterech samców i blondi piękność?- to nie wróży nic dobrego:D
 Asana czapli w wodzie, Misiek kontemplator i luźny łan Szczechu
 Specjalnie dla Ł: Zacieszam, zacieszam, nie martw się;):*
 Właściciel kamienicy przebiera się w piżamkę...
 "Mam wizję":D:D
"Wszystko ma swoje miejsce i swój czas"

piątek, 22 kwietnia 2011

Brzoza Przemyśleń

Przyszła do mnie o 14, przyniosła babeczki wielkanocne, o dziwo przywitałem ją buziakiem w usta, była zszokowana- ja też. Prawie nie rozmawialiśmy, atmosfera była gęsta i nieprzyjemna, w końcu zdecydowałem się wyrwać na trochę z czterech ścian- w końcu czekała nas długa rozmowa. Przez połowę drogi na łąki nawet nie zamieniliśmy słowa, szliśmy w odstępie metra od siebie, każde z nas zastanawiało się, jak zacząć. Nie chcieliśmy się jeszcze żegnać. Zacząłem, w nadziei, że jak już coś powiem- potem słowa przyjdą same, ale nie było wcale tak łatwo. Rozmawialiśmy przez chwilę spokojnie, ale w jej głosie dało się wyczuć ironię, miałem przez chwilę ochotę walnąć jej w twarz- nienawidzę, jak robi mi próby cierpliwości. Byłem spokojny, dopóki nie zaczęła rzucać we mnie mięsem, potem mój ton spoważniał, oczy zmętniały, a ona zdawała się chować w swojej skorupie przed karą. Nie nadeszła. Doszliśmy na łąkę po jakiejś godzinie, siedliśmy pod Brzozą Przemyśleń, która nieraz już rozbiła mi związek. Tym razem jednak poszedłem tam z premedytacją...

Fatalnie

Chronos- koleś, który na prawdę daje mi ostatnio popalić, nie ma skrupułów, jest chamski i bezwzględny.
Jednym słowem nie wyrabiam się z niczym, wychodzę z domu najczęściej, jak tylko umiem, bo powrót do tej ciasnej kanciapy oznacza kolejne godziny narzekania mojej mamy i pierdolenie o maturze. Mam już tego na prawdę po dziurki w nosie, jedyny temat, który poruszają moi znajomi to matura, nawet głupie życzenia urodzinowe składały się z niespójnych i beznadziejnych tekstów w stylu "Mam nadzieję, że zdasz maturę super", "Oby nauka do matury przebiegała Ci pomyślnie i bezboleśnie". Ludzie! Są w życiu ważniejsze rzeczy od zasranej matury- ok to ważny etap w moim życiu, ale nie mam do cholery żadnego azylu, bo wszędzie gdzie nie pójdę, słyszę tylko o egzaminach. Na dodatek pokłóciłem się wczoraj z moją lubą, jak zwykle o pierdołę, jak zwykle wisi nad nami widmo "bezbolesnego" rozstania. Nie znoszę, gdy ktoś krytykuje moje podejście, samemu wcale nie reprezentując lepszego, ba! nawet reprezentując podejście olewatorskie. Gdzie tu jakakolwiek spójność? Dzisiaj zamykam się w pokoju, żeby ślęczeć nad egzaminami, zduszony i zdeptany przez system, myśli nie wychodzą poza dom, tak jak życzą sobie tego moi bliscy.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Sklerotyk

W natłoku myśli i zdarzeń czasami bardzo łatwo się pogubić i zupełnie stracić głowę. Piątek 15 kwietnia, dzień jak codzień, zaskakujący, zapełniony po brzegi. Pojechałem do szkoły zobaczyć się z Aniołem, potem odwiedziliśmy kolegę w szpitalu, warunki sanitarne pozostawiały wiele do życzenia, ale żyje. Biega z bandażem na głowie, który czyni go jeszcze bardziej popieprzonym:) Czekamy na autobus, Anioł spotkał swojego starego znajomego, poszła z nim na spacer, ja jadę do domu. W autobusie segreguję myśli- To tylko jej znajomy, nie wmawiaj sobie nic, zazdrość? O co? Wyluzuj. Jestem wyluzowany, dojazd do domu, szybki obiad i wypad na próbę z chłopakami. Na próbie rozkminiamy kilka kawałków, którymi mieliśmy się dzisiaj zająć. Poszło całkiem nieźle, wywrzeszczałem się, zmęczyłem ręce na gitarze, jest super. Niespodziewanie pod koniec próby zaczyna mi się robić baaardzo zimno, chyba coś mnie łapie, albo jestem zmęczony- myślę. Wychodzę z próby trochę wcześniej niż zwykle, żeby jechać do domu i położyć się w ciepłym łóżeczku. Miałem pojechać do Anioła po próbie ale chyba zrozumie, że kiepsko się czuję i możemy to przecież przełożyć. Dzwonię...
- Hej Kotuś, słuchaj trochę kiepsko się czuję, możemy dzisiejsze spotkanie przełożyć?
- Aha, no spoko, na razie- odpowiedziała zbywająco, po czym się rozłączyła.
Wszystko ok, pewnie ma kiepski humor. Zaraz, zaraz... Ooooo Ku***! 15 kwietnia, dzisiaj nasze pół roku!
Zestresowany jak zając na pościgu przesiadam się w autobus w drugą stronę, jadę do niej, czuję się fatalnie. Ty idioto!- krzyczy głos w mojej głowie. Droga na tysiąclecie zajęła ok. 20 minut, wybiegam z autobusu, idę do niej. Przywitała mnie zimnym "Hej, wejdziesz?" z obojętnym wyrazem na twarzy. Jasne, że wszedłem, przez resztę wieczoru próbowałem jej wytłumaczyć, że po prostu kiepsko się czułem i to przez to wypadło mi to w ogóle z głowy. Przepraaaaszaaaaam(ze słodką minką kota ze Shreka). Powiedziała, co następuje:
- Masz strasznie lekceważące podejście do nas, nienawidzę tego, widocznie to kwestia Twoich priorytetów, ja chyba też będę musiała swoje zmienić, skoro tak to będzie wyglądać, a będzie, znając Ciebie.
W jej zdaniach słychać coraz większą rezygnację, choć sama nic nigdy dla nas nie zorganizowała- była tym wszystkim strasznie zmęczona. No cóż... postaram się więcej Cię nie zawieść:*

sobota, 9 kwietnia 2011

Równowaga cz.3

(...) Oderwałem się z trudem od jej wilgotnego i cudownie ciepłego ciała, pożegnała mnie uśmiechem. Czas płynąć dalej, przemieszczałem się mimowolnie w kierunku bariery, półprzeźroczystej powłoki zza której widać było cały świat.
- Poznałeś już Białą Lwicę i Czerwonego Anioła, teraz pora na Niebieską Fretkę, musisz ją znaleźć...- głos Lucyfera zabrzmiał w mojej głowie, odbijając się echem po przestrzeniach kory mózgowej. Im dalej brnąłem, tym zimniejszy i bardziej przejrzysty stawał się koloid. Gdzieś w oddali widziałem niebieską poświatę. To ona- pomyślałem. Ale nic już nie było takie proste- im bliżej podpływałem tym trudniej było mi się zbliżyć, coś blokowało moje ruchy, było coraz zimniej, po chwili pożałowałem tego, że jestem nagi. W mojej głowie uroiło się jakieś przekonanie, że im trudniej jest się gdzieś dostać, tym bardziej warto się starać, dlatego bezwzględnie płynąłem dalej, dopóki nie zauważyłem jasnych konturów wibrującej postaci w niebieskim świetle. Ona również była naga, patrzyła na mnie smutnym, pustym wzrokiem, jakby czekała, aż coś z niej wydobędę. Dopiero teraz poczułem jakąś eteryczną smycz oplatającą mnie na nadgarstku i wychodzącą z prawego nadgarstka owej tajemnej istoty. Odbierałem mieszane sygnały, z jednej strony jej wzrok wydawał się mętny i bez wyrazu, z drugiej strony- rozpalony i zachęcający. Zbliżałem się coraz bardziej, robiło mi się nad wyraz zimno a przed sobą czułem jakąś bańkę- barierę, przez którą chciałem się przebić. Parłem z całej siły na sferę, coraz bliżej i bliżej, po chwili byłem tuż przy Niebieskiej Fretce, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Bańka była jakimś dziwacznym azylem, który zmuszał ją do pozostawania w moim szlachetnym koloidzie, choć chciała się z niego wydostać. Ile bym dał, żeby pomóc jej stamtąd odejść. Byliśmy jednak połączeni tą eteryczną więzią- na wieki, nieważne jak daleko od siebie, to była rozciągliwa więź. Zapomniałem już o zimnie, oddalałem się, wracałem w ciepłe rejony. "Gdzie mam szukać?"- zadałem pytanie w myślach.
- Oto co mówię- odpowiedział Lucyfer- Równowaga jest tam, gdzie jej potrzeba. To nie przeznaczenie- to Twoje życie, w niektórych sytuacjach po prostu równowaga nie istnieje, często jedna strona przeważa, to jest słuszne i prawidłowe. Musisz zatem wiedzieć, mój drogi, że wszystko zostało już dokładnie rozplanowane w Tobie, wszystko czego potrzebujesz- już posiadasz. Dlatego nie szukaj, bo tracisz tylko czas- rób tylko rzeczy, które pozwolą Ci na urzeczywistnienie Twojego wewnętrznego świata- oto jest równowaga.
KONIEC