Zimno mi, nie chcę wstawać. Zwijam się w pozycji embrionalnej, mam już dość, nie chcę czuć. Niech czucie zniknie, błagam, to boli... Otwieram oczy, patrzę na zegarek- 10 rano, w kuchni już ktoś od dawna się krząta. Cały się trzęsę, niedobrze mi, czuję, że mój żołądek zaraz się zapadnie. Wstaję powoli, zmotywowany siłą okropnego głodu i chęcią wymazania wczorajszej nocy z pamięci. Dlaczego moje zaangażowanie zostaje zmarnowane, dlaczego najlepsi przyjaciele okazują się tak lekkomyślni? A może już mi totalnie odbiło, może po raz kolejny muszę spojrzeć na to z dystansem i po prostu iść dalej, nie oglądając się za siebie, nie patrząc na innych. Czy cokolwiek jeszcze się dla mnie liczy, czy już wszystko robię "z automatu"...
Popełniłem kolejny błąd- spojrzałem w lustro. Oczom moim ukazał się totalny wrak, człowiek, który jest najzwyczajniej zmęczony próbowaniem. Człowiek, który już nie radzi sobie z samym sobą, poświęca wszystko co piękne w imię czegoś niepewnego i ulotnego. Żałosne było usłyszeć "Kocham Cię" po tym wszystkim co widziałem i słyszałem... Czuję, że moje starania zostały niedocenione.
Odwróciłem się na pięcie i poszedłem do toalety. Dopiero teraz poczułem- śluzówki w nosie szczypały, jakbym oddychał sosem tabasco. Powiedziałem wczoraj- to ostatni raz, już nie chcę tego syfu- i na prawdę wytrwam przy postanowieniu, nie jara mnie to.
Wyszliśmy wczoraj z klubu, podjechał po nas kolega. Anioł zatrzymał mnie i powiedział, że coś mi się poprzewracało w głowie- nawrzeszczałem na nią, jak jasna cholera. Miałem już dość tej samolubnej istoty. Nie pożegnałem się z nią, przez moje gardło nie przeszło ani jedno słowo, niech już odejdzie...
Słowa. Uczucia. Emocje. Po co? "W końcu się znajdziemy, w jakimkolwiek znaczeniu."
Tworzę tego bloga pod wpływem nagłego impulsu, bardzo ważna w moim życiu osoba zapoczątkowała we mnie kaskadę emocji i zdarzeń, czego rezultatem jest właśnie ten projekt.
sobota, 26 lutego 2011
środa, 23 lutego 2011
Big red dot
Bóg wojny, cudowny rdzawy symbol pożogi. Tyle strachu i niezrozumienia, tyle marzeń i nadziei...
Oblicze przeorane kraterami, tak brutalne i surowe. Jeśli ktokolwiek na nas patrzy tam z góry- to musi być właśnie on i jego ogromne, mroczne oczodoły. Czy to zalążek jakiegoś życia?
Olympus Mons- najwyższa góra w Układzie Słonecznym, czy to tylko symbolika niezmierzonej potęgi? Moje wyobrażenie: W warunkach ziemskich na wysokości 21 kilometrów(!!!!) nasze ciało już dawno uległoby rozproszeniu i rozerwaniu w próżni, atmosfera nie sięga tak wysoko. Góra Olimp jest pozostałością po wulkanie, przez miliony lat magma wypływała z krateru, wznosząc szczyt, niezakłócenie, bo Red Dot nie ma płyt tektonicznych.
Vastitas Borealis- Pustkowie północne, tysiące kilometrów pustynnego, zimnego obszaru wokół bieguna północnego. Przypuszczalnie teren ten pokrywał kiedyś ogromny ocean, który wyparował wraz z radykalnym wzrostem temperatury podczas bombardowania meteorytami. Niestety;(
Moje wyobrażenie: Jeśli kiedyś był tam ocean, a przecież dalej istnieje na północy czapa lodowa- być może istnieją tam jakieś banalne formy życia, w zamrożonej zupie pierwotnej też mogło rozwinąć się życie.
Oto moja dzisiejsza rozkmina o wszechświecie, niedługo część dalsza;)
Oblicze przeorane kraterami, tak brutalne i surowe. Jeśli ktokolwiek na nas patrzy tam z góry- to musi być właśnie on i jego ogromne, mroczne oczodoły. Czy to zalążek jakiegoś życia?
Olympus Mons- najwyższa góra w Układzie Słonecznym, czy to tylko symbolika niezmierzonej potęgi? Moje wyobrażenie: W warunkach ziemskich na wysokości 21 kilometrów(!!!!) nasze ciało już dawno uległoby rozproszeniu i rozerwaniu w próżni, atmosfera nie sięga tak wysoko. Góra Olimp jest pozostałością po wulkanie, przez miliony lat magma wypływała z krateru, wznosząc szczyt, niezakłócenie, bo Red Dot nie ma płyt tektonicznych.
Vastitas Borealis- Pustkowie północne, tysiące kilometrów pustynnego, zimnego obszaru wokół bieguna północnego. Przypuszczalnie teren ten pokrywał kiedyś ogromny ocean, który wyparował wraz z radykalnym wzrostem temperatury podczas bombardowania meteorytami. Niestety;(
Moje wyobrażenie: Jeśli kiedyś był tam ocean, a przecież dalej istnieje na północy czapa lodowa- być może istnieją tam jakieś banalne formy życia, w zamrożonej zupie pierwotnej też mogło rozwinąć się życie.
Oto moja dzisiejsza rozkmina o wszechświecie, niedługo część dalsza;)
wtorek, 15 lutego 2011
Samolubie, posłuchaj
Nienawidzisz mnie? Za co? Za to, że mi się udało i dalej udaje? To nie zazdrość, widzę to w Twoich oczach anonimie. Widzę, że chciałbyś abym spadł na dół i zgnił tam ze stłumionym wrzaskiem błagań i przeprosin. Jestem pewien, że chętnie widziałbyś mnie nabitego na pal, skomlącego z bólu. Muszę Cię zawieść anonimie, nie dam Ci tej satysfakcji. Wystawiłem do Ciebie rękę, abyś mógł się jej chwycić. A Ty patrzysz na mnie wciąż, jakbym właśnie Cię obrażał. Dlaczego nie chwycisz się mojej dłoni, dlaczego nie chcesz pomocy. Wolisz raczej snuć i rozmyślać, zamiast działać- taki Twój los? Wolne żarty, sam ustalasz swoje granice. Ja nie mam granic, lecę tam, gdzie mnie wiara poniesie.
niedziela, 13 lutego 2011
Masquerade
Look at us, we began our play
Put the mask on your face,
join our game.
Look at us, we pretend every single smile
And every time we say goodbye
We perform our play
Masquerade seems to be endlessly
Hear me pray, the unspoken words I ought to say
Look at us, as we kiss in the cloudless night
When I'm holding your waist so tight
And to me, you seem so divine
Look at me! I'm facing your destiny
For at last we could finally be
So expansively free
Masquerade seems to be endlessly
Hear me pray the unspoken words I wanna say
Follow me, we can face our destinies
Stand by me, I will love you until the end.
Put the mask on your face,
join our game.
Look at us, we pretend every single smile
And every time we say goodbye
We perform our play
Masquerade seems to be endlessly
Hear me pray, the unspoken words I ought to say
Look at us, as we kiss in the cloudless night
When I'm holding your waist so tight
And to me, you seem so divine
Look at me! I'm facing your destiny
For at last we could finally be
So expansively free
Masquerade seems to be endlessly
Hear me pray the unspoken words I wanna say
Follow me, we can face our destinies
Stand by me, I will love you until the end.
Wembley!!

Marzenia mają to do siebie, że lubią się spełniać, jeśli naprawdę intensywnie dążymy do ich spełnienia. Wiem, że uda mi się osiągnąć wszystko co zaplanowałem, to tylko kwestia czasu, wiem również, że każda kolejna przeszkoda będzie dla mnie motywacją do coraz cięższej pracy. Gdy zacząłem spełniać swoje marzenia, stały się one moim życiowym celem, codziennie, gdy budzę się rano, nabieram pewności, że to wszystko już niedługo się stanie! Tak więc... Londynie, stadionie Wembley... drżyjcie, bo nadchodzę!:)
niedziela, 6 lutego 2011
Sarna from hell
Wkroczyłem do świątyni, miejsca kultu... Mój Anioł u mego boku, szliśmy za rękę, jej skrzydła schowały się teraz pod płaszczem, w obawie przed wszechobecnym, targającym wiatrem. Zapaliło się kilka jasnych świateł, powietrze zaczęło niepokojąco wibrować. Zmierzyliśmy się spojrzeniem pełnym zaufania i determinacji i kroczyliśmy dalej. Tuż przy ścieżce były zagrody z dziwacznymi stworami z innych wymiarów, każde na wyciągnięcie ręki a nasze ręce na wyciągnięcie ich dziobów i pysków.
Minęliśmy gołębnik, gdzie właśnie rada starszych dyskutowała zawzięcie o przejęciu kontroli nad świątynią.
Po chwili mój Anioł wskazał śmiałym ruchem ręki zagrodę z jakimś dzikim, nieznanym mi dotąd tworem, podszedłem bliżej, tak by móc uchwycić bestię do magicznego pudełka zwanego aparatem fotograficznym...
Po chwili mój Anioł wskazał śmiałym ruchem ręki zagrodę z jakimś dzikim, nieznanym mi dotąd tworem, podszedłem bliżej, tak by móc uchwycić bestię do magicznego pudełka zwanego aparatem fotograficznym...piątek, 4 lutego 2011
Sztafeta
Tyle pomysłów w mojej głowie, tyle okazji wkoło! Zerkam tylko co chwila przez ramię by dostrzec jak dogania mnie nieuchronna śmierć, póki mam siły, póty biec będę. Żadna choroba, żadne rozterki nie mogą mnie zatrzymać, każdy postój to kolejne minuty dla ponurego pana z kosą. Blada facjata szczerzy swe zęby. Grim jest ostatnio bardzo zdeterminowany, trochę mu odwaliło, gdy dowiedział się, że znowu udało mi się uciec. Biegnę dalej, nie baczę na konsekwencje swojej sztafety, to już nieważne. I tak nie dobiegnę do mety, ale chcę być dumny z dystansu, który pokonałem. Czy za zakrętem czeka butelka z wodą? Czy może ściana nie do przejścia, mój koniec? Przekonamy się...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
