Tworzę tego bloga pod wpływem nagłego impulsu, bardzo ważna w moim życiu osoba zapoczątkowała we mnie kaskadę emocji i zdarzeń, czego rezultatem jest właśnie ten projekt.
środa, 29 czerwca 2011
Cztery ściany
Coś jest w tych snach, skoro wciąż codzienność jest ich odzwierciedleniem. "Jestem w szpitalu"- nie ogarnęło mnie przerażenie, raczej smutek, że jednak coś się spartoliło. Panowie w kiltach biegają zaniepokojeni a ona siedzi i czeka w agonii. Jak zwykle spokojna na powierzchni i ironicznie nastawiona do świata i sytuacji. Być może faktycznie zadaję za mało pytań, przekonany, że wszystko jest w porządku. W gruncie rzeczy pytań jest mnóstwo, tylko większość z nich, jak na ironię, uznaję za "niestosowne". Kroczę po pokoju, co chwila chwytam gitarę myśląc, że to pomoże mi trochę odwlec myśli od obecnej sytuacji. Bez skutku- w rezultacie siedzę a struny milczą, tak jak ona milczy, gdy nie pytam. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, nie łączę się z nią w cierpieniu, jedynie wkurwiam się, że nie potrafię jej pomóc. Cztery ściany pewnie ją właśnie wykańczają, a ja po prostu trwam- nie wiedząc, co robić, nie wiedząc, gdzie postawić nogę za chwilę. Bezradność? W połączeniu z brakiem jakiejkolwiek motywacji. Przejdzie jutro. Będę zupełnie inny, każdego dnia moje nastawienie ulega radykalnej zmianie. Dość na dziś, jestem zmęczony nie robieniem niczego, to znak, że czas na brzuszki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz