trwa inicjalizacja, prosze czekac...forum Medyczne

poniedziałek, 28 marca 2011

Równowaga cz.2

(...) I po chwili mogłem poczuć się cudownie nagi, jakiś ciepły koloid omywał całe moje ciało, oczyszczał z rozterek i zmartwień. Czyżbym znalazł równowagę?- pomyślałem, ale w tej samej chwili w mojej głowie odezwał się głos Lucyfera- to dopiero początek- rzekł. Więc płynąłem dalej. Właściwie nie płynąłem, unosiłem się biernie w tym gęstym, ciepłym i przyjemnym, czerwonym czymś. Nagle widzę ją- kobietę z białej tarczy, jest ubrana w biały fartuch, ma zamknięte oczy, ale wydaje się uśmiechać do mnie. Od razu ją rozpoznałem, ona świeci najjaśniej. Obok niej przepłynęło swobodnie kilka osób.
- Poznajesz, prawda?- spytał w myślach Lucyfer- To ona dała Ci możliwości i zarazem ograniczenia, jak zawsze dumna i wesoła.
Podpłynąłem bliżej, chwyciłem kobietę-lwa za rękę i schyliłem się całując jej maleńki sygnet na serdecznym palcu, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Banan na buzi nie znikał, nawet gdy już puściłem jej rękę, kilka metrów dalej zobaczyłem kolejną odsłonę tarczy. Tym razem z czerwonej. Była skulona w pozycji embrionalnej, przepełniona rozkoszą i ciepłem, naga i cudowna, jak dziewiczy kwiat lilii. Uśmiech również gościł na jej śnieżnobiałej twarzy. Jej palce błądziły swobodnie po nagim ciele, jakby sama próbowała się przytulić. Nie spieszyło mi się do niej, ale jakiś prąd popychał mnie w jej kierunku, widziałem ją coraz wyraźniej, rozpuszczone włosy, długie rzęsy i mleczną skórę na odsłoniętej szyi. W końcu znalazłem się w jej ramionach, tak usypiających i spokojnych, tak pewnych i stałych, a zarazem tak delikatnych. Bardzo mnie kusiło, żeby popływać z nią jeszcze, zwłaszcza, że założyła swoją najlepszą pułapkę- otworzyła oczy i wpatrywała się w moje, dopóki cały nie zesztywniałem z podniecenia. Jednak czas naglił... CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz