Tworzę tego bloga pod wpływem nagłego impulsu, bardzo ważna w moim życiu osoba zapoczątkowała we mnie kaskadę emocji i zdarzeń, czego rezultatem jest właśnie ten projekt.
wtorek, 10 maja 2011
Urojenia- moje drugie życie
Znów pada widelcowaty deszcz. Wkurzające kropelki uderzają grubym "blum, blum" w mój niezadaszony czerep. Topór w mojej lewej ręce powoli zaczął się wyślizgiwać. Wszedłem w błoto- myślę sobie. Do diabła ze skórzanymi kozakami, które dzisiaj rano naprawiałem i czyściłem! Ona pewnie siedzi teraz w ciepłym domu i śmieje się sama do siebie, że porwałem się z motyką na... z toporem na ulewę. Nie ma przeproś, idę dalej. Jeszcze tylko dwie brzozy i będę mógł spokojnie wrócić do domu, przy odrobinie szczęścia zastanę tam jakąś strawę. Ach! Moja mała psotnica! Choć tak niepozbierana i maślaczkowata- tak powabna i pocieszna. Wpadnę do domu, Ona przywita mnie dobrodusznym śmiechem i pokazując na mnie palcem nazwie mnie "zerem". Właśnie po to codziennie wstaję o 5 rano i ścinam te filarowe brzózki, aby po całym dniu wrócić do domu głodny, bez wyrazu, zostać wyśmiany, wytykany, w dalszym ciągu głodny i jeszcze raz wyśmiany. Uwielbiam tę niecodzienną rutynę!!:D:*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie, nie, nie no nie!
OdpowiedzUsuńBrak mi słów xD
Chyba napiszę swoją wersję :P "Widziane z kuchni" czy coś :P jak człapiesz niezdarnie pakując się co rusz w największe kałuże, których nie jesteś w stanie dostrzec skupiony na toporze, za który bierzesz scyzoryk, a potem mylisz brzozy z jarzębinami... ;D ;*