W szalonym korowodzie tłoczymy swoje imię, nasze imię. Jak się nazywamy? Afisz niewskazany, ale zawsze lepiej, żeby ktoś wiedział- Ona moja, On mój. Tłum jak polne kwiaty buja się w rytm chorej muzyki, gdzie ja jestem? Polnym kwiatom urywam głowy, wybiegam na czystą przestrzeń, chcąc, nie chcąc- wrzeszczę całym sobą. Co chwila telefon- gdzie jesteś? Co robisz? Z kim rozmawiam? Po ile jest tutaj wino?
NIE WIEM. Potrzebuję ciszy, właśnie w chwili orgiastycznego pandemonium rozgrywającego się przed moimi oczyma. 'łooooł'- Ktoś krzyknie z tyłu, wszyscy gwiżdżą- gwiżdżę(gwizdam?) i ja. Zjadłbym coś, najlepiej jakąś wariatkę. Gdzie jest wariatka? Oczywiście przed wejściem do "Malucha'- stałe miejsce spotkań, gdzie spędziła całą imprezę zagadywana przez polne kwiaty. Idę w jej kierunku, spostrzegła mnie. Zagram- myślę. Zagram twardziela. Nie zauważyłem, że gdy tylko dostrzegły mnie jej oczy, całe jej ciało odcięło się od polnych kwiatów, czekając co powiem. Nie mówię nic, uśmiech na twarz, jak zwykle Sex Drugs and Rock&Roll! Nawet mi się to udzieliło, bo po chwili traktowałem ją już jak zajebistą psiapsiułę, która po prostu trochę się spiła i teraz eksponuje swoje walory. Trącenie w bark- to Jorguś, nabity jak strzelba, spragniony adrenaliny. Co z nim zrobić? Oczywiście, że się napijemy, w końcu jestem na imprezie.
- Daj mi buziaka- słyszę od wariatki. To mnie zbiło z tropu. Nic już nie rozumiem. Daję- czemu nie, w końcu to z nią tu przylazłem. Walczę ze sobą, walczę ze sobą, walczę o jakiś inny łanopogląd, zaczynam zaciągać po wiejsku...
po wieśniacku.
OdpowiedzUsuńwariatka nie wytrzymała.
"Daj mi buziaka" bo chciała, żebyś wrócił. do niej. mentalnie.