Na bulwarze męskości nie ma wahania się przed podjęciem decyzji. Nie ma tam kobiet, jest tylko temat kobiet. Kto, ile i jak. Myślimy, że jesteśmy dorośli i bardzo, bardzo mężni, czujemy się odpowiedzialni za każdy mały trybik, i ogromną metalową płytę- gdy przychodzi kierownik i pyta z furią w oczach- "co tu się, kurwa narobiło?", wszyscy umywamy ręce. Tak męscy i dzielni.
Na bulwarze męskości zachowujemy się jak małpy, jeśli samiec samcowi wadzi- samiec samca bije. Neandertalizm- oto nasza filozofia. Nie ma umiaru, a przynajmniej nikt jeszcze do tej pory nie oznaczył granicy tych wszystkich wygłupów. Czasem ktoś dostanie po ryju, zaraz potem obu delikwentów można znaleźć palących razem fajkę, zaraz za drzwiami hali. Czy upodabniam się do otoczenia? Właściwie czuję się tam dosyć znajomo. Wiem, że jeśli ktoś mi zajdzie za skórę- mam prawo go poobijać. Wiem, że działa też to w drugą stronę.
Na bulwar męskości dzielnie wstaję o 4.20 nad ranem, nie obijam się przez 10 godzin, tylko nadwyrężam, co się da, żeby wyrobić normę. Jestem w paczce, w której ciągle są jakieś przepychanki- dzisiaj miałem swoją pierwszą bójkę z miejscowym cwaniaczkiem. Dołączyłem właśnie do tej grupy, ponieważ pracują najszybciej, naprawdę dajemy z siebie wszystko. Dlaczego? Żeby pozbyć się agresji, która tak bardzo nam przeszkadza na codzień? Możliwe, możliwe. O 17 wracam do domu, jestem spokojny i potulny jak baranek, mam ochotę na dużo miłości, przytulania, całowania i wierszyków.
Bulwar męskości- robi z nas mężczyzn, czy wyczulone i wrażliwe ciotki?
Nie wiem, czuję się jak placek smażony zbyt długo na tym samym oleju, mam ochotę zasnąć i wstać dopiero jutro o 4.20, żeby zdążyć na Bulwar męskości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz