Krótki, urywany dzwonek do drzwi wyrwał go z letargu. Policja, już po mnie. Kurwa. Szybko sprawdził, czy są jeszcze jakieś krwawe ślady w zasięgu wzroku, poprawił w biegu lampę, która leżała na podłodze. Dlaczego lampa leżała na podłodze? Zerknąłby w judasza dla pewności, niestety poprzedni lokator był nawiedzonym miłośnikiem feng-shui, judasz źle mu wpływał na przepływ Chi, czy czegoś tam takiego, dlatego został załatany. Element zaskoczenia. Kolejny dzwonek do drzwi, jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej, teraz przypominało bieg geparda, albo, co gorsza rozpadający się silnik Harleya. Pociągnął za klamkę, przełknął ślinę i odchylił drzwi... Za nimi ukazała się znajoma twarz- Monica, jej uśmiech zaskoczył nieco Kurta i zarazem bardzo go uspokoił. To taki rodzaj uśmiechu, jaki widzi się w chwilach spełnienia, lub podczas wspólnego pobytu w kawiarni, chwili ciszy we dwoje, albo po wręczeniu komuś prezentu, bardzo kojący. Co ona tu robi? To nie jest dobry moment... Monica bez wahania weszła do środka i przytuliła mocno Kurta, dając mu jednoznacznego buziaka w policzek. "Monica, to nie jest dobry moment"- powiedział gestykulując w języku migowym.
- Coś się stało?- Monica szybko oderwała się od niego i spojrzała prosto w jego oczy z niepokojem, jej twarz była tak cudownie dojrzała a zarazem tak niewinna, nie potrafiła maskować uczuć, paradoksalnie, miała też duże problemy z ich okazywaniem.- Kurt, chciałam z Tobą porozmawiać, ale nie mogłam się do Ciebie dodzwonić.- spojrzała pytająco.
"Musiałem trochę odsapnąć, miałem fatalny tydzień"- wyjaśnił wzruszając na koniec ramionami
- Ok, rozumiem, ale to nie powód, żeby się odcinać od świata. A jakby coś się stało?- Monica była nieco podenerwowana, jej spojrzenie pokazywało gniew, po chwili jednak rozchmurzyła się i zupełnie niespodziewanie jeszcze raz przylgnęła do niego całym ciałem. Nie dało się ukryć, było to bardzo przyjemne, zwłaszcza ze względu na jej niesamowicie powabne kształty. Jeśli można by było opisać anioła skrzyżowanego z demonem seksu jednym słowem, z pewnością byłoby to właśnie jej imię. Miała kruczoczarne włosy zaplecione w kok z tyłu głowy, była średniego wzrostu, jej blado srebrzysta cera kontrastowała nieco z zielonymi jak świerk oczyma. Pełne usta kusiły jak jasna cholera, ale przecież Kurt obiecał sobie, że nie zaprzepaści tej relacji. Czasami, gdy z nią przebywał sam na sam, mieli romantyczne i nieco dwuznaczne momenty, ale zawsze w porę Kurt wycofywał się na znaną sobie pozycję obserwatora i słuchacza. Mówiąc o jej figurze, można stwierdzić, że pewnie jest baletnicą, albo tancerką, była bardzo szczupła, brak masy na brzuchu i udach nadrabiała za to ślicznie ukształtowanym, nie za dużym biustem i pupą, która aż prosiła się o klapsa. - Martwiłam się, nie rób tak więcej.
Stali tak jeszcze przez chwilę, jak gdyby nigdy nic. Przyjemną chwilę przerwał dzwonek pralki, która skończyła wirowanie i w jednej chwili w głowie Kurta znów pojawił się chaos. Ciekawe, jak z pozoru banalne wydarzenie na kształt dzwonka w pralce może wpłynąć na ludzkie zachowanie. Kurt czuł się przez chwilę jak pies Pawłowa. Uspokój się człowieku, ona nie może wiedzieć.
"Może zobaczymy się dzisiaj wieczorem, co Ty na to? Muszę tu trochę posprzątać, załatwić parę spraw..."
- Jasne, tylko odezwij się, bo to wkurzające- powiedziała na odchodnym, po czym spokojnie wyszła z jego mieszkania. Już nic nie miało być takie, jak przedtem, ale Kurt nie mógł o tym wiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz